Ludzie

Zmora miejskich strażaków – o fałszywych zgloszeniach

Pożary wywołane wypalaniem traw czy zaprószenie ognia w lesie to przypadki, z którymi strażacy pracujący w dużych miastach rzadko mają do czynienia. Ich utrapieniem są natomiast fałszywe alarmy często powodowane przez ludzką niefrasobliwość.

Do tego, by postawić na nogi straż pożarną wystarczy, że ktoś zapali papierosa w toalecie biurowca, przypadkiem naciśnie znajdujący się np. w sklepie guziczek alarmowy, albo będzie zbyt intensywnie smażył coś w restauracyjnej kuchni. Każde takie z pozoru błahe zdarzenie uruchamia cały ciąg zdarzeń, które mogą być fatalne w skutkach.

Co się w takich sytuacjach dzieje? Zainstalowany w obiekcie użyteczności publicznej specjalny system generuje sygnał alarmowy, sygnał trafia do jednostki straży pożarnej, w konsekwencji z jednostki wysyłana jest załoga żeby go sprawdzić. Taka załoga porusza się pojazdem uprzywilejowanym, co samo w sobie stwarza pewne niebezpieczeństwo. Poza tym wyjazd do fałszywego alarmu może spowodować, że straż dotrze z opóźnieniem tam, gdzie jej szybka interwencja będzie faktycznie potrzebna. Wreszcie ewakuacja budynku, z którego pochodziło takie zgłoszenie to dla znajdujących się w nim ludzi wątpliwa przyjemność.

Data zdjęć: kwiecień 2018
Długość wideo: 3:25

Tagi
Close
Close